Czy alkohol jest materią pożyteczną dla organizmu ludzkiego, czy też trucizną? Jak walczyć z uzależnieniem od trunków? Czy na tę „potęgę” już nie ma sposobu? Dzięki zasobom serwisu Polona odkurzamy 7 książek walczących z alkoholem – najstraszniejszym biczem Bożym smagającym ludzkość całą.

 

Karol Zaleski, Alkohol a miłość, ok. 1913 r.:

Serce się ścina na samo wspomnienie, ile zła i w najwyższe dziedziny życia sięgającego nieszczęścia sprowadza na ludzkość alkohol, nieopatrznie używany, jak to nowoczesna ścisła wiedza wykazuje, a tysiącletnie doświadczenia potwierdzają. Mimowoli truchleje człowiek na myśl, że, jak u wstępu wspomniałem, alkohol stał się potęgą, opanował olbrzymie masy ludności, ludzi, wszystkich stanów… Ale ODWAGI! Czyż na tę „potęgę” już nie ma sposobu? Czyż nie można jej przeciwstawić „potęgi” drugiej i to silniejszej? Czyż taką POTĘGĄ nie są egoizm i altruizm normalny, serce zdrowe, których jeszcze jest dosyć w piersiach LUDZKOŚCI, i na POLSKIEJ ZIEMI?!

 

 

Leon Popielski, Alkohol jako środek odżywczy, 1914 r.:

Abstynencja od alkoholu uzdrawia ludzkość, usuwa nieszczęścia. To są fakta bezsprzeczne!

Niezrozumiałem i dziwnem się wydaje, jak można ciało o wybitnych własnościach jadowitych uważać za środek odżywczy? Czyżby ktokolwiek uznawał za możliwe korzystać z jadowitych grzybów?

 

Antoni Puławski, Pogadanka o piciu trunków i pijaństwie, 1899 r.:

Obudzenie bardzo jest przykre: głowa boli i cięży, w ustach niesmak, brak apetytu, nudności, często wymioty. Człowiek przez jakiś czas całkiem jest do niczego i z obrzydzeniem myśli o truciznie, którą go uraczono.

Tak jest! o truciznie, bo wódka jest trucizną, tem silniejszą, im jest mocniejszą i w gorszym gatunku.

Na pijaków z różnych powodów — jużto po wypiciu większej ilości wódki, jużto w czasie jakiej choroby gorączkowej — napada tak zwany obłęd opilczy (delirium tremens), stan, który się dosyć często pijakom przytrafia. Człowiek taki traci wtedy przytomność, majaczy, widzi przed sobą ciągle jakieś widziadła, które go napastują – myszy, szczury, djabełki, zbójców i t. d.

(…) pijaństwo jest zbrodnią względem siebie i bliźnich, z którą walczyć należy do upadłego, bo ogarnia ona całe społeczeństwo, przenika do chaty nędzarza i do pałacu bogacza, przynosząc nieobliczone straty dla całej ludzkości.

 

 

Jakub Glass, Alkohol a długość życia, 1909 r.:

Szkodliwość alkoholu kwestjonują obecnie już chyba tylko kopalne mamuty. Że alkohol jest źródłem rozlicznych chorób, że staje się nieraz przyczyną pomieszania zmysłów a nawet śmierci, że fatalnie wpływa na moralność, odbierając ludziom charakter i siłę woli, że uboży ludność ekonomicznie, to wszystko należy dzisiaj do tych prawd znanych i uznanych, które niby pyłki unoszą się w powietrzu (…)

Jeżelibyśmy, dajmy na to, z tablic śmiertelności rechabitów wyprowadzając wniosek, że przeciętne używanie trunków skraca życie o rok, obliczyli, że każdy dorosły mężczyzna w Królestwie Polskim pije rocznie 30 litrów wódki (co odpowiadałoby 2 kieliszkom wódki dziennie) i że 20 letni mężczyzna mając średnią szansę przeżyć jeszcze lat 44 1/2, wypiłby w ciągu tego czasu 1335 litrów wódki w postaci jakiegokolwiek napoju alkoholicznego, a zatym każdy litr wódki skracałby mu życie o 6 godzin, czyli każdy kieliszek o kwadrans — tego rodzaju obliczenie wyglądałoby po prostu na „facecję sowizdrzalską”.

 

 

Benedykt Dybowski, Czy alkohol jest pożywieniem (materyą pożyteczną dla organizmu ludzkiego) czy też trucizną?, 1904 r.:

Gladstone, ów genialny angielski mąż stanu, określił w następujący sposób działalność alkoholu na społeczeństwo ludzkie. „Alkohol” — powiedział on — „jest najstraszniejszym biczem Bożym, smagającym ludzkość całą, on jest tysiąc razy gorszym, bardziej zabójczym czynnikiem niż wszystkie wojny i zarazy razem wzięte”. (To też w suplikacyi prosić i błagać Pana na niebiosach bylibyśmy powinni w ten sposób: od picia umiarkowanego i nieumiarkowanego, od powietrza, ognia i wojny zachowaj nas Panie)!

 

Gustaw Bolesław Baumfeld, O jednym strasznym wrogu ludzi czyli o alkoholu, 1906 r.:

Z nieprzyjacielem co do oczu lezie, można sobie łatwo dać radę; ale z takim, co po kryjomu szkodzi, bardzo trudno. Trzeba dopiero go odszukać, wydobyć go na wierzch, trzeba dopiero go poznać, żeby się go potem uchronić. Taki to wydaje się człowiekowi przyjacielem, jak ten Judasz, i nieraz dopiero na samym ostatku poznasz, że to twój wróg śmiertelny. Otóż widzicie, takim ukrytem złem, co to dużo szkody robi na wszystkie strony, takim skrytym a strasznym nieprzyjacielem jest al-ko-hol.

 

 

St. I. Witkiewicz, Nikotyna Alkohol Kokaina Peyotl Morfina Eter + Appendix, 1932 r.: 

(…) alkohol jest nudny. Wiedzą o tem ci, którzy zaczęli go choćby zlekka nadużywać. Daje z początku iluzję nieskończonych obszarów ducha, które przy jego pomocy zdobyć można. (Nikotyna jest też nudna, ale przynajmniej nic prawie nie obiecuje). Wydaje się po pierwszych (w życiu wogóle i następnie na początku „popojki”) kieliszkach, że kryją się w alkoholu niesłychane odkrywcze właściwości. Jedynie łatwość kombinacji znanych elementów daje niedoświadczonemu pijakowi to złudzenie. A gdy pozna, że był oszukany, często bywa już zapóźno aby zawrócić z raz powziętego kierunku. Z rozpaczą w sercu gna dalej po pochyłości upadku, zalewając strach przed zidjoceniem i tą specyficzną ponurością stanów abstynencji, nowemi dawkami „wody ognistej”, potęgując dozę, aby wrócić do pierwszych chwil ekstazy. Napróżno (…)

Jednorazowe upicie się, a nadewszystko następująca potem „glątwa” są często miniaturowem odbiciem całego, zmarnowanego później beznadziejnie, życia.