10,2% Polaków przeczytało w 2016 roku siedem lub więcej książek. Według raportu Biblioteki Narodowej to tak zwani intensywni czytelnicy. Dlaczego świadczy o tym akurat siedem książek? Bo gdyby było ich więcej, to okazałoby się, że w Polsce najprawdopodobniej nikt nie czyta.

Jaka jest Polska czytelnicza i nieczytelnicza? Rozmowa z dr. Romanem Chymkowskim, antropologiem i socjologiem kultury z Instytutu Książki i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej.

Jędrek Biegański: 63% Polaków nie przeczytało w 2016 roku żadnej książki, a 100% z nas narzeka, że nie czytamy.

Roman Chymkowski: To narzekanie to całkiem bezpieczna strategia inteligentów. Warto pamiętać, że czytelnictwo w Polsce się spłaszczyło. Wszyscy, zarówno młodsi, jak i starsi, lepiej czy gorzej wykształceni, wszyscy czytamy mniej niż kiedyś. Oczywiście w różnej skali. Nie chcę straszyć internetem, bo to z reguły brzmi banalnie, ale jeszcze kilkanaście lat temu do słowników papierowych zaglądaliśmy dużo częściej niż dzisiaj. Ja sam robię to w wyjątkowych sytuacjach.

No tak. Czyli kiedyś było jednak lepiej.

Ale czy gdy korzystamy ze słowników, leksykonów i innych tego typu zasobów w internecie, to mamy poczucie, że korzystamy z książki? Raczej nie. A to też wpływa na zaprezentowane przez nas wyniki. To nie jest tak, że nasi dziadkowie nic nie robili, tylko czytali. Odejście od książki, które obserwowaliśmy w ciągu kilkunastu lat, nie jest związane wyłącznie ze spadkiem z jakiegoś widmowego, wysokiego poziomu czytelnictwa naszych przodków. Przesunęło się też samo znaczenie książki.

Biadolenie po publikacji raportu trwa w najlepsze. Że jest źle. Że może powinniśmy się tego nieczytania wstydzić. Że co to za kraj. Ale dostaje się także samemu raportowi. Czy on w ogóle jest nam potrzebny?

Wielkich niespodzianek w tym nowym raporcie raczej nie ma. Zarówno poziom nieczytania, jak i czytania utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Można narzekać na sam raport, ale warto przypomnieć, że ten, o którym rozmawiamy, jest badaniem ilościowym i ma być pewnym ogólnym krajobrazem czytelnictwa w Polsce. Pokazuje praktyki lekturowe raczej z oddalenia, z lotu ptaka. W podobny sposób robi się to w Europie i na świecie. Od kilku lat Czesi korzystają z ankiety, którą przygotowaliśmy w Polsce.

No właśnie, Czesi. Dlaczego oni aż tyle czytają?

Czesi są jakimś fenomenem. Nie istnieje jedna odpowiedź na to pytanie. Ma na to wpływ wiele złożonych czynników. Czesi są dość silnie zurbanizowanym społeczeństwem z długą tradycją mieszczańską. W nieco mniejszym stopniu dotknęły ich też silne wstrząsy dziejowe, szczególnie w XX wieku, które wiążą się z migracją czy rozproszeniem inteligencji. A jak wiemy, w przypadku Polaków pewna historyczna ciągłość postaw kulturalnych była wielokrotnie zrywana.

Wróćmy do Polski. Być może narzeka się na raport, bo wynika z niego, że najchętniej sięgamy po dzieła Henryka Sienkiewicza i „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. A w takie połączenie naprawdę dość trudno uwierzyć.

Odpowiedzi czytelników są czasami motywowane odkładaniem się pisarzy w pamięci kulturowej czy w obiegu medialnym. Możemy oczywiście założyć, że Sienkiewicz bywa wymieniany przez osoby, które mają problem z podaniem jakiegokolwiek innego autora, a we wcześniejszym pytaniu zadeklarowały, że coś czytały. Ale z raportu wynika, że autor Trylogii jest raczej kolejnym fenomenem. Sienkiewicza czytają bardzo różni ludzie w bardzo różnych sytuacjach życiowych.

A co poza Sienkiewiczem najchętniej czytamy?

Literaturę popularną i literaturę szkolną, czyli tytuły, które są związane z bezpośrednim doświadczeniem szkolnym albo pewnym wyobrażeniem wyniesionym ze szkoły o kanonie literatury, który powinno się znać. Czasami pojawiają się też jakieś wyjątki. I tak ostatnio odnotowaliśmy nieco większe zainteresowanie literaturą faktu.

W każdym razie czytamy raczej niechętnie.

Raczej tak.

To kto nie czyta?

W tej grupie nieczytających Polaków mieszczą się różni ludzie. Zarówno ci, którzy w ogóle niczego nie czytają, jak i ci, którzy nie czytają po prostu książek. 25% z nas sięga po wszystkie treści dostępne w obiegu, takie jak książki, prasa, artykuły w internecie. Po drugiej stronie jest 16% badanych znajdujących się w ogóle poza kulturą pisma.

Co to znaczy?

16% badanych w ciągu roku nie przeczytało zupełnie niczego, nawet trzystronicowego artykułu. I to te wyniki mogą niepokoić, bo pokazują, że jesteśmy bardzo spolaryzowanym społeczeństwem. Gdzie te dwa obozy, czytających i nieczytających w ogóle, mają się spotkać? Jak mogą funkcjonować w jednym społeczeństwie? W dodatku z naszego raportu wynika, że zazwyczaj przebywamy w środowisku, do którego jesteśmy podobni – czytający z czytającymi, nieczytający z nieczytającymi. Powinniśmy się trochę wymieszać. To czytelnictwu zrobiłoby dobrze.

Jakie jest społeczeństwo, które nie czyta?

Zazwyczaj chcemy wierzyć, że czytanie, także społecznie, jakoś nas zmienia. Jest to oczywiście obarczone ryzykiem. Trudno znaleźć wymierny wskaźnik, który mógłby to potwierdzić i pokazać. Ale z pewnością czytanie koreluje chociażby z postawą altruistyczną. Ludzie czytający uprawiają swego rodzaju trening wchodzenia w punkt widzenia innych podmiotów, czyli bohaterów książek. Dzięki temu stajemy się bardziej empatyczni.

Czytanie może pobudzać społeczeństwo obywatelskie?

Próbowaliśmy kiedyś zbadać, czy praktyki czytelnicze mają coś wspólnego z uczestnictwem w życiu publicznym, aktywizacją społeczną, ale to też jest raczej niemierzalne. Strajkujący robotnik, mimo że średnio czyta mniej od specjalistów i kadry zarządzającej, bierze przecież udział w życiu społecznym.

37% z nas zdecydowało się przeczytać co najmniej jedną książkę w 2016 roku. Kto jeszcze w Polsce czyta?

Najczęściej są to kobiety i ludzie młodzi. Mimo że na emeryturze mamy najwięcej czasu, to wtedy do książek zaglądamy najrzadziej. Czytaniu sprzyjają też środowiska wielkomiejskie i zurbanizowane. Duże miasta mają więcej czytelników niż mniejsze miasta i wsie, chociaż nie należy patrzeć na te wyniki wyłącznie w ten sposób. O tym, jak czytamy, decyduje także nasze wykształcenie. Większe znaczenie od tego, czy jest to wieś czy miasto, ma to, kto w nich mieszka.

Ale ci najlepiej wykształceni też czytają coraz mniej.

W ciągu kilkunastu lat odnotowaliśmy czterdziestoprocentowy spadek czytelnictwa wśród kadry zarządzającej i specjalistów, czyli ludzi dobrze zarabiających. Wykwalifikowani Polacy coraz częściej odchodzą od książki jako wyznacznika statusu społecznego, mimo że dużo częściej byli wychowywani w domach, w których się czytało. Dopiero na pewnym etapie życia, z reguły po zakończeniu edukacji, rezygnują z książki.

10,2% badanych przeczytało w 2016 roku siedem lub więcej książek. Według raportu to tak zwani intensywni czytelnicy. I to tutaj w tym roku odnotowano wzrost.

Nie ma żadnego wzrostu od 2008 roku. To raczej małe wahnięcie w granicy błędu statystycznego.

A myślałem, że możemy być z tego niewielkiego wzrostu dumni. Zapytam jeszcze na koniec, bo zawsze mnie to zastanawiało. Dlaczego o tym, że jesteśmy intensywnymi czytelnikami, świadczy akurat siedem książek?

Te kryteria, oczywiście dość arbitralne, zostały ustalone już kilkanaście lat temu. Odpowiadają pewnej uśrednionej praktyce, a zachowanie konsekwencji pozwala nam porównać wyniki z poszczególnych lat. Zresztą, gdyby było to zdecydowanie więcej niż siedem książek, to najprawdopodobniej okazałoby się, że czytamy dużo mniej.

Rozmawiał Jędrek Biegański

Dr Roman Chymkowski – antropolog i socjolog kultury; zajmuje się dziejami relacji z podróży, antropologią praktyk lekturowych oraz współczesnymi teoriami kultury. Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Jest kierownikiem Pracowni Badań Czytelnictwa Biblioteki Narodowej.