Wyobrażenie nobliwego starca zasiadającego w wygodnym fotelu i pogrążonego w lekturze może mieć swoje naukowe uzasadnienie – przynajmniej tak sugerują wyniki badań opublikowanych na łamach „Social Science & Medicine”. Naukowcy z uniwersytetu w Yale odkryli pozytywną korelację między czasem poświęcanym na lekturę a długością życia.

Grupę składającą się z 3656 badanych (obywateli amerykańskich powyżej pięćdziesiątego roku życia) podzielono na trzy podgrupy – oddających się lekturze przez ponad 3,5 godziny tygodniowo, czytających 3,5 godziny lub mniej oraz tych, którzy po książkę w ogóle nie sięgają. Wszystkich poddano dwunastoletniej obserwacji. W przypadku tych czytających pół godziny dziennie i mniej prawdopodobieństwo śmierci w ciągu dwunastu lat jest o 17 procent mniejsze niż w przypadku nieczytających. Przy grupie najbardziej zapalonych czytelników dystans zwiększa się do 23 procent. Ostatecznie czytelnicy żyją średnio o dwa lata dłużej – co ciekawe, podobna zależność zaznacza się o wiele słabiej w przypadku gazet i czasopism niż książek (ludzie oddający się lekturze prasy przez ponad siedem godzin tygodniowo mogą liczyć na dłuższe życie z zaledwie jedenastoprocentowym prawdopodobieństwem).

Nie jest zaskoczeniem, że badani z pierwszej grupy to najczęściej osoby wykształcone i o wysokich dochodach, ale warto zaznaczyć, że wśród oddanych czytelników dominuje płeć piękna. Co istotne, zbadana tendencja utrzymuje się niezależnie od płci, poziomu wykształcenia, dochodów, zdrowia czy rasy. Wśród czynników, które mogą stać za ta prawidłowością, naukowcy wymieniają powodowany przez literaturę znaczący wzrost zdolności poznawczych.

W związku z tymi odkryciami naukowych czujemy się w obowiązku wspomnieć, że wpływ uprawiania sportu na długość życia pozostaje tematem kontrowersyjnym. Dlatego w duchu pascalowskim radzimy nie ryzykować i wybrać pewniejszy sposób na przedłużenie sobie życia.

Natalia Kamińska