Mimo że cierpiał na depresję, miewał lęki (m.in. przed myszami) i kompleksy, to na co dzień był zaradnym pracownikiem ubezpieczalni i pisarzem. Jak poradzić sobie ze stanami przewlekłego przygnębienia, apatii czy abulii? W Postanowieniach, jednej ze swych małych próz, zastanawia się nad tym genialnie Franz Kafka. Dziś mija 93 rocznica jego śmierci.

Niełatwo jest przezwyciężyć stan depresji, nawet zdobywając się na energię. Zrywam się z fotela, biegam wokół stołu, poruszam głową i szyją, rozpalam płomień w oczach, napinam mięśnie. Wyjdę naprzeciw każdemu uczuciu, powitam z wylewnością pana A., jeśliby teraz się zjawił, uprzejmie będę znosił obecność pana B. w moim pokoju, wszystko, co powiedzą u pana C., chłonąć będę całą duszą mimo bólu i trudu, jaki mi to sprawi.

Ale nawet wtedy przy każdym błędzie, jakiego nie da się zresztą uniknąć, wszystko – co łatwe i trudne – stanie w martwym punkcie i będę musiał, zatoczywszy krąg, powrócić na swoje poprzednie miejsce.

Pozostaje więc tylko jeden zbawienny środek, a mianowicie znosić wszystko spokojnie, zachowywać się jak ciało nieruchome i nawet gdybyśmy czuli, że jesteśmy igraszką wiatru, nie zmuszać się do żadnego niepotrzebnego kroku, spoglądać na innych zwierzęcym spojrzeniem, nie doznawać uczucia żalu, krótko mówiąc, tę całą resztę naszego upiornego życia zdławić własnoręcznie, to znaczy pomnożyć jeszcze nasz ostatni, właściwie grobowy już spoczynek i nic poza nim w sobie nie pozostawić.

Charakterystyczny dla takiego stanu odruch to gładzenie brwi małym palcem.

Franz Kafka, Postanowienia, przełożył Alfred Kowalkowski, fragment z tomu Opowieści i przypowieści, wyd. Państwowy Instytut Wydawniczy.

Fot. Wikimedia.org