„Wierzę w praktykę i filozofię tego, co zgodziliśmy się nazywać magią, w to, co muszę nazywać przywoływaniem duchów, chociaż nie wiem, czym one są, w siłę zdolną tworzyć magiczną iluzję, w wizje prawdy pojawiające się w głębinach myśli, kiedy mam oczy zamknięte” — rozpoczynał całkiem serio szkic Magia William Butler Yeats, którego Eseje ukazały się właśnie nakładem Officyny w doskonałym przekładzie Leszka Engelkinga.

Jeden z najważniejszych — w zadziwiająco w tym przypadku zgodnej ocenie i badaczy, i czytelników — poetów przełomu XIX i XX wieku zaszczycał swoją obecnością seanse spirytystyczne jeszcze w latach 30., kiedy te zupełnie już wyszły z mody; przez kilka dekad był wiernym członkiem sekretnego Hermetycznego Zakonu Złotego Świtu. Jego nieujarzmiona pasja do wszystkiego, co magiczne, nadprzyrodzone i wymykające się zdrowemu rozsądkowi trwała od samego początku drogi twórczej, kiedy zbierał i publikował baśnie ludowe. W polskim literaturoznawstwie chętnie się też Yeatsa porównuje z Leśmianem, co może być o tyle mylące, że w obszernym dziele poetyckim irlandzkiego barda niesamowite nigdy nie było błyskotliwym i ambiwalentnym chwytem literackim — ale stanowiło, zupełnie serio, samo sedno tej twórczości. „Jak w ogóle, zastanawiamy się, ktoś z takim talentem mógł brać poważnie te wszystkie nonsensy?” — pytał W.H. Auden.

„Wstałem przed śniadaniem i poszedłem kupić gazetę” — relacjonował Yeats w tym samym szkicu jeden ze swoich pobytów w Paryżu. „Dostrzegłem, że służąca (…) nakrywa do śniadania. Kiedy ją mijałem, opowiadałem sobie w duchu jedną z tych zwariowanych długich historii, które człowiek mówi tylko do siebie. «Gdyby stało się coś, co się nie stało — myślałem — byłbym się zranił w rękę». I ujrzałem siebie z ręką na temblaku pośród jakichś dziecinnych przygód. Wróciłem z gazetą i w drzwiach spotkałem się z gospodarzem i jego żoną. W chwili, kiedy mnie zobaczyli, zawołali: «Ależ la bonne powiedziała nam, że ma pan rękę na temblaku. Myśleliśmy, że stało się panu coś wczoraj wieczorem, że może wpadł pan pod jakiś pojazd». Zawołali to albo coś podobnego”. Całkiem zdrowy (?) Yeats podsumował tę anegdotę: „Narzuciłem służącej swoje wyobrażenie tak silnie, że zobaczyła je, i to wzrokiem, który zdawał się czymś więcej niż oczy umysłu”.

William Butler Yeats na fotografii Alice Boughton w 1903 roku

Yeats był silnie związany z nurtem symbolistycznym drugiej połowy XIX wieku: od siebie jako poety nie wymagał nazywania niczego wprost, a od czytelników nie oczekiwał żadnego literackiego przygotowania — jedynie instynktu („Symbolizm nadaje głos temu, co nieme, i ciało temu, co bezcielesne”). Kolejnymi opisami działania magii w świecie, służącymi jako komentarz do własnej twórczości, Yeats rozbraja czytelnika i wybija go z rytmu, przygotowując jednocześnie na swoje dzieła poetyckie. Cieniem poety jest bowiem kapłan. „Jeśli nie wierzymy, że to rzeczy zewnętrzne są rzeczywistością (a teraz już nie wierzymy — I.K.), to musimy uwierzyć, że to, co ordynarne, jest cieniem tego, co subtelne, że głupotę rzeczy poprzedza ich mądrość i że najpierw coś jest tajemnicą, a dopiero później krzyczy się o tym czymś na placu targowym”. Ze szczególną satysfakcją Yeats obwieszczał, że realizm stworzony został dla ludzi pospolitych i prostych, „których umysłowi, wyedukowanemu jedynie przez nauczycieli i gazety, brakuje pamięci o pięknie i uczuciowego wyrafinowania”.

Magia to tylko jeden szkic z całego tomu Esejów, chociaż nawiązania do ezoteryki znajdują się w prawie wszystkich prozatorskich fragmentach Yeatsa. Pełną wykładnię swojego systemu okultystycznego dał autor Drugiego przyjścia w książce pod tytułem A Vision: w jednym z radiowych wywiadów Leszek Engelking westchnął, że „trzeba to będzie kiedyś przetłumaczyć”. Ezoteryka to jednak nie wszystko: poza tym w Esejach znajdziemy szkice to Shakespearze, Blake’u i Morrisie, malarstwie, poezji i teatrze końca XIX wieku, kontekstach japońskich, ale również o „żywiole celtyckim”, który był dla Yeatsa kolejną istotną inspiracją.

William Butler Yeats, Eseje, przeł. Leszek Engelking, wyd. Officyna, Łódź 2017

Ignacy Kędzierski