14 czerwca mija 50 rocznica śmierci Marka Hłaski. Przypominamy najciekawsze fakty, mity i zgrzyty wczesnej biografii pisarza, którego – jak twierdzą niektórzy – czytał sam Henryk Sienkiewicz.

  • Marek Hłasko miał 183 cm wzrostu, blond włosy, niebieskie oczy i tatuaż na lewym przedramieniu.

  • W ciągu całego życia pisarz wykonywał aż siedemnaście zawodów. Najchętniej uznawał się jednak za „mistrza kierownicy”.

  • W 1953 roku, dzięki pomocy Igora Newerlego, otrzymał stypendium Związku Literatów Polskich. Hłasko nie miał mieszkania w Warszawie, dlatego na początku lat 50. przeprowadził się do Wrocławia. Tak wspominał ten okres: Był to piękny czas, byłem nareszcie sam, mogłem czytać, pisać, chodzić do teatru – ale nie wiedziałem, co mam robić najpierw. Kiedy zaczynałem pisać – zdawało mi się, że powinienem czytać, gdyż pomoże mi to w pisaniu, kiedy czytałem, zrywałem się i wybiegałem na miasto, gdyż wydawało mi się, że powinienem podglądać ludzi (M. Hłasko, Piękni dwudziestoletni, Paryż 1966, s. 29).

  • W 1954 roku Hłasko rozpoczął karierę pisarską w „Po prostu”. Zaczynał jako wolny strzelec, dziennikarz. Od 1955 roku miał w czasopiśmie własną rubrykę. Publikował cykl wypowiedzi, pisał reportaże, ale – jak przyznał w Pięknych dwudziestoletnich – nic z tego nie wyszło. Wśród artykułów opublikowanych przez Hłaskę wyróżnia się tekst O niespokojnych sercach („Po prostu” 1955, nr 20). Publicysta Michał Komar uznał go za program literacki pisarza. W archiwach „Po prostu” znajdziemy także zapomniane dziś recenzje Hłaski, m.in. takie teksty jak Rio Bzduro (złośliwa recenzja filmu Rio Escondido) czy Rzekę cierpienia (odpowiedź Hłaski na lawinę listów protestacyjnych nadesłanych po publikacji Rio Bzduro).

  • Hłasko zadebiutował plagiatem? W 1954 roku na łamach czasopisma „Sztandar Młodych” ukazuje się Baza Sokołowska. Po latach pisarz niechętnie przyznawał się do debiutanckiego opowiadania. Twierdził, że pisząc Bazę Sokołowską, popełnił tylko nieistotny, literacki plagiat: Przepisałem książkę Rybakowa pod tytułem Kierowcy, podpisałem ją swoim nazwiskiem, nazwałem Baza i zaniosłem do Związku Literatów (Piękni dwudziestoletni, s 26).

  • Co czytał? Po jakie lektury sięgał Hłasko? W ciągu roku pisarz czytał nawet kilkaset tytułów (wspomina o tym m.in. w Pięknych dwudziestoletnich). Wśród ulubionych lektur wymieniał m.in. dzieła swoich mistrzów: Dostojewskiego, Faulknera, Dos Passosa, ale także Balzaka, Biblię czy słownik Lindego.

  • Do dziś wokół Hłaski krąży odrębne pasmo plotek i anegdot, które żyją własnym życiem. Sam pisarz był uznawany za nieustanną legendę, chodzącą autokreację. Jego mity i mądrości przemierzyły Warszawę wzdłuż i wszerz: Jego powiedzonka, już to zasłyszane i przetworzone, już to zmyślone przezeń, powtarzano jak Warszawa długa i szeroka (…) Bo on był fajny (…) Zaskarbił sobie przyjaźń portierów, szatniarzy i milicjantów, a to wiele znaczy (B. Czeszko, Głos cienia, „Nowe Książki” 1977, nr 3).

  • Leopold Tyrmand, Zdzisław Maklakiewicz, Tadeusz Konwicki, milicjanci, portierzy, szarzy ludzie – w kręgu Hłaski nie brakowało co chwila podejmowanych znajomości. Pisarz zawiązywał przyjaźnie z dnia na dzień: Kochało się go zazwyczaj dwadzieścia cztery godziny. Nie można było dłużej. Kilka pań próbowało, ale żadnej nie wyszło (Leopold Tyrmand, Hłasko, „Kultura” 1969, nr 9).

  • Przypadkowo nawiązywane znajomości i barowe obserwacje przyczyniły się do powstania wielu Hłaskowych anegdot, które znalazły odbicie w opowiadaniach pisarza: Knajpa, jako najczęstsze miejsce tego typu kontaktów, była też okazją do innego jeszcze treningu, wykorzystującego bogactwo środowiska. Jak wspominają towarzysze tych wypraw, Hłasko potrafił godzinami opisywać charakter, aktualne i dawne perypetie losu obserwowanych właśnie gości lokalu. I czynił to tak sugestywnie (…), że kolejne grymasy i działania podglądanych postaci potwierdzały ich „biografię”, pasowały do improwizowanej historii. Klasyczna Hłaskowa anegdota to konglomerat faktów (przeżytych lub zasłyszanych czy przeczytanych) i czystej fikcji, gwałtowne zderzenie uogólnienia i konkretu, powagi i parodii (Bohdan Rudnicki, Marek Hłasko, Warszawa 1983, s. 20).

  • Latem 1956 roku ukazał się pierwszy tom opowiadań Marka Hłaski. Zbiór Pierwszy krok w chmurach został wydany przez Czytelnika wraz z ilustracjami Jerzego Ćwiertni i okładką wg projektu Jana Młodożeńca. Debiutancki tom opowiadań Hłaski wywołał lawinę komentarzy i reakcji. Stał się jednym z najważniejszych wydarzeń literackich 1956 roku. Nakład 10 205 egzemplarzy książki został wykupiony natychmiast, w ciągu kilku dni.

  • Pierwszy krok w chmurach wywołał serię reakcji krytyków. Książka była nazywana m.in. „najciekawszym debiutem od czasu Borowskiego”, a sam Hłasko – porównywany m.in. do Hemingwaya. Wśród recenzji Pierwszego kroku w chmurach pojawiały się zarówno słowa zachwytu i podziwu, jak i teksty wyraźnie niechętne pisarzowi: Mocne wyrazy stosuje tylko dla popisu (…) nie potrafi odróżnić humoru – od prostackich w gruncie rzeczy kawałów (S. Stanuch, Mesjaszek, „Życie Literackie” 1956, nr 32). W obronie Hłaski wystąpiła m.in. poetka Julia Hartwig: To nieprawda, że człowiek u Hłaski potraktowany jest brutalnie i bezwzględnie (…) Napisał on książkę o ludziach naszego świata, o ludziach, których znamy, choć nie zawsze tak dobrze jak on (J. Hartwig, „Pierwszy krok w chmurach” Marka Hłaski, „Świat i Ludzie” 1956, nr 31).

  • Po publikacji Pierwszego kroku w chmurach pisarz coraz częściej pojawia się na językach, rośnie jego popularność, powstaje słuchowisko radiowe na podstawie Pętli. Nazwisko Hłaski przywoływane jest w wielu wypowiedziach, m.in. o młodzieży czy o chuligaństwie. W 1956 roku „Życie Literackie” opublikowało nietypowy dowcip: „list Henryka Sienkiewicza”. Pisarz – jak twierdzi redakcja czasopisma – miał napisać: „przeczytałem Hłaskę” (Mała Kronika, „Życie Literackie”, 1956, nr 37).

  • W latach 50. nie brakuje także wyraźnego sprzeciwu wobec domniemanej deprawacji młodzieży i wulgaryzacji społeczeństwa, których miał dopuszczać się (wręcz celowo) w swojej twórczości Hłasko. W 1956 roku „Walka Młodych” zainterweniowała wyraźnym protestem wobec przedrukowania w „Przyjaciółce” opowiadania Pętla. Walkę z pisarzem podjęły również siły zbrojne PRL. „Żołnierz Polski” zamieścił krytyczną replikę wobec opowiadania Amor nie przyszedł dziś wieczorem.

  • Krytyka swoje, czytelnicy swoje. Drugie wydanie Pierwszego kroku w chmurach (1957) błyskawicznie znika z księgarń. Jak wspomina Bohdan Rudnicki, młodzież zbierała się pod księgarniami i czytała książkę na głos, gdy brakowało egzemplarzy.

  • Do walki przeciwko Hłasce przystąpiły także środowiska katolickie. W 1958 roku na łamach „Słowa Powszechnego” ukazał się fragment referatu S. Racinowskiego, który potępia Hłaskę za pornografię: Jeszcze innym rodzajem pornografii jest język pornograficzny (…) Autor zdecydowanie potępia wydawanie utworów Hłaski, Kotowskiej, Tyrmanda, Saganki (M. Starzyńska, O pornografii (Nauczyciele zabrali głos), „Słowo Powszechne” 1958, nr 33).

  • W 1958 roku, tuż przed ukazaniem się trzeciego wydania Pierwszego kroku w chmurach, pisarz został wyróżniony Literacką Nagrodą Wydawców. Kolejna seria zgryźliwych artykułów poświęconych pisarzowi przyczyniła się do sukcesu wydawniczego – sprzedał się cały nakład książki. W skład komisji przyznającej nagrodę wchodziły najważniejsi przedstawiciele powojennego środowiska literackiego, m.in. Maria Dąbrowska, Jarosław Iwaszkiewicz, Jan Kott, Julian Przyboś, Kazimierz Wyka, Stefan Żółkiewski. Przeciwko przyznaniu wyróżnienia Hłasce opowiedzieli się Zofia Kossak i prof. Konrad Górski – ze względu na „moralny klimat pisarstwa”. Jak wspomina Rudnicki, w trakcie wyświetlania kroniki filmowej-relacji z przyznania nagrody czytelnicy skandowali w kinach: „Trzymaj się, Marek!”.

  • Ale to jeszcze nie koniec afery wokół debiutu Hłaski. W marcu 1958 roku „Głos Pracy” zamieścił informację o spaleniu książek pisarza. Na stosie, obok Hłaski, miały znaleźć się dzieła Owidiusza i teksty Saganki. Kilka dni później sprawę zdementowały „Nowiny Rzeszowskie”. Spalenia nie było, ale sam pomysł – owszem.

  • W tym samym czasie, gdy „Głos Pracy” informuje o rzekomym spaleniu książek, Hłasko wyjeżdża do Paryża. Moi starsi koledzy ze Związku Literatów stale namawiali mnie, abym na pewien czas wyjechał na Zachód, oczywiście do Paryża (…) Koledzy, żegnając mnie na lotnisku nie wierzyli, iż wrócę, ja ani przez chwilę nie pomyślałem, że pozostanę (M. Hłasko, Piękni dwudziestoletni, s. 171, 173).

  • Nie wrócił. Marek Hłasko zmarł 14 czerwca 1969 roku w Wiesbaden (RFN). W 1975 roku sprowadzono jego zwłoki do Polski. Pisarz spoczął na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

Opracowano na podstawie:

Marek Hłasko, Piękni dwudziestoletni, Biblioteka „Kultury”, Paryż 1966.

Bohdan Rudnicki, Marek Hłasko, PIW, Warszawa, 1983.