Stanisław Wokulski to już nie tylko bohater powieści Bolesława Prusa, lecz także postać fikcyjna na Facebooku. Mimo że w Lalce nie padła dokładna data urodzin zagubionego romantywisty, to internauci będą je świętować umownie 29 lipca.

29 lipca to dzień urodzin Stanisława Wokulskiego, a raczej jego administratora. W «Lalce» nie padła konkretna data urodzenia głównego bohatera, więc umownie możemy ją wyznaczyć w dniu, kiedy swoje urodziny obchodzić będę ja. Przecież taki bohater literacki musi świętować kiedyś swoje urodziny, prawda?! – tak do wzniesienia toastu w dniu 185 urodzin Wokulskiego zaprasza Stanisław Piotrowicz Administratorowicz, twórca popularnej strony fikcyjnego bohatera na Facebooku. Gdyby jednak jego urodziny odbyły się naprawdę, to alkohol najpewniej lałby się strumieniami. Bo promili w powieści Prusa nie brakuje.

Alkoholu w Lalce jest dużo. Rozwiązuje języki, dodaje odwagi, pomaga zapomnieć. Po trunki sięga się w różnych okolicznościach i z różnych okazji. Powodem mogą być zarówno celebracja, jak i nuda czy smutek i cierpienie. Kiedy Stach wraca z wojny, radosny Rzecki, dla uczczenia tej wyjątkowej okazji wyciąga z szafki niezłego węgrzyna, choć ze względu na brak kieliszków gość pije ze szklanki. Podczas otwarcia nowego sklepu nie wiadomo czego było więcej: listków na roślinach zdobiących salę czy butelek. Notabene, sporo szampana musiał wtedy wypić Mraczewski, żeby dopiero na trzeźwo ocenić dlaczego został zwolniony. Na przyjęciu u hrabiny zaproszeni popijają wino podawane na srebrnych tacach. Wokulski wychylił wtedy „parę głębszych”. Niechcący wypił nie tylko swoją porcję, ale i kieliszek węgierskiego wina należący do generała oraz kieliszek z czerwonym winem należący do biskupa. Ładnie się urządzam – rzekł do siebie. – Gotowi jeszcze powiedzieć, że zrobiłem afront staruszce, ażeby wypić wino jej sąsiadom… Z kolei na obiedzie u Łęckich chłodnik zapił portweinem, polędwicę piwem. Wąsowska przymusza Stacha do picia duszkiem, jak mówi za spełnienie [jej] zamiarów. Wino dodaje odwagi, gdyż istotnie, w Wokulskiego wstępuje samiec, chwyta piękną Kazię i składa na jej ustach soczysty pocałunek.

W grand hotelu gardło Wokulskiego pieściło kilka butelek rozmaitych trunków. W chwilach, kiedy dopadała go melancholia, chciał utopić się w ulicznym gwarze. W teatrze próbował odurzyć się błazeństwem, koniec końców lądował w kawiarni na rogu. Odtąd, ile razy przypomniała mu się Warszawa albo ile razy spotkał kobietę mającą coś szczególnego w ruchach, w ubiorze czy fizjognomii, wpadał do kawiarni i wypijał karafkę koniaku. Tylko wówczas śmiało przypominał sobie pannę Izabelę i dziwił się, że taki jak on człowiek mógł kochać taką jak ona kobietę. […] Karafka koniaku wypróżniała się, a on opierał głowę na rękach i drzemał, ku wielkiej uciesze garsonów i gości.

W Paryżu Wokulski pił mazagran, czysty koniak. Odurzony francuskim alkoholem przepychał się między ludźmi, bijąc się z myślami i wnioskując, że jest człowiekiem zmarnowanym.

W tamtych czasach nie piło się wódki. Publiczne upijanie się było bardzo negatywnie oceniane przez społeczeństwo. Ku oburzeniu i zdziwieniu bufetowej, właśnie Wódki! woła Wokulski, oszołomiony tym, co usłyszał, i tym, co zobaczył w odbiciu szyby pociągu. Dlaczego zamówił wódkę? Aż tak nisko upadł, że jedyne czego mógł się napić to bełtucha? Zataczał się jak pijany, choć jej nie wypił. Szok jakiego doznał wywołał w nim stan porównywalny do upojenia alkoholowego. Majaczenia w Skierniewicach nie są wynikiem upicia się. Wokulski pije więcej wina po powrocie, kiedy jego dusza jest w letargu.

Najwięcej jednak przelewa się w powieści piwa. Picie piwa stanowiło i stanowi w polskiej kulturze jedną z podstaw obyczaju towarzyskiego. Młody Stach Wokulski przemyka przecież między gośćmi po piwnicy Hopfera roznosząc „piwo i zrazy nelsońskie”. Już na samym początku Węgrowicz wychyla osiem kufli złocistego trunku. Naturalnie, że pije się dużo piwa, w końcu piwo w swoim pierwotnym znaczeniu to po prostu napitek, napój. Do dużego kufla, który miał cynową klapę, lubił zaglądać Franc Mincel. Chmielowy trunek zachwalają sportsmeni na wyścigach konnych. Chodzić na piwo zwykł także Jaś Mincel, czego nie pochwalała małżonka. Iluż nieszczęść w małżeństwie jest źródłem to okropne piwo! Małgorzata Mincel przez osiem lat, panie, jakby nie miała męża…

Rachubę gubi przy piwie nawet Ignacy Rzecki. Dająca do myślenia jest ta relacja subiekta z alkoholem. Mały Ignaś przyglądał się wielokrotnie libacjom ojca, pana Raczka i pana Domańskiego. Zabawna z pozoru scena aresztowania pijanego Raczka jest przygnębiającą przepowiednią dla Rzeckiego. Takie to wypadki poprzedziły moje wejście do zawodu kupieckiego. W mocno zakrapianych okolicznościach rozpoczyna się kariera subiekta. I tak dalsze losy Rzeckiego dziś nazwalibyśmy syndromem DDA. Zaczyna się niewinnie: przytłoczony zmartwieniami Ignacy wstępuje do restauracji na kufel piwa, potem drugi… a potem trzeci i czwarty… nawet siódmy…bawi czytelnika swoim pijackim dialogiem z Irem. Serce się kraje na wyznanie strapionego problemami Stawskiej Ignacego, że lubi wieczorem wstąpić na piwo i siedzieć w knajpie do północy… po prostu ze zmartwienia. Domyślamy się, że zdarza się to coraz częściej. Podobnie jak niegdyś pan Domański, któremu kieliszek nie wystarczał, bo nawet po szklance anyżówki czuł się, jakby napił się wody. Taki zmartwiony Ignacy zamykał sklep i chadzał na piwo. Tam dołącza do towarzystwa opijającego losy Wokulskiego, dyskutuje o polityce, zabija czas, który mógł spędził samotnie. Ignacy, tak przecież doskonale zdyscyplinowany, nagle traci kontrolę. Zaniedbuje nie tylko pisanie swojego pamiętnika, opuszcza nawet spotkania z tak miłą sercu Heleną Stawską. Pod wpływem alkoholu bliski jest się pojedynkować, wystawiając tym samym siebie na pośmiewisko. I choć jest coś rozczulającego w tym zataczającym się ulicami Przedmieścia dziwaku, nie ulega jednak wątpliwości, że Rzecki nadużywał alkoholu. Wielokrotnie sam o tym wspomina, czy to wprost, czy to między wierszami. Pamiętnik jest doskonałym dowodem na picie Rzeckiego. Coraz częściej gubi wątek, myli się, usprawiedliwia, skarży, opowieści okrasza takimi zwrotami jak: Wieczorkiem zaszedłem do restauracyjki na piwko, albo Ile razy wstąpię na piwo…

To, jak dobrze rozumiemy się z bohaterami Lalki, świadczy o jej ponadczasowości, nieustającej aktualności. Pijane figury nas niesmaczą, bawią, rozczulają i oburzają. A w Lalce pije się jak wszędzie, okazjonalnie, towarzysko, obyczajowo. Być może jest nam trochę żal tych smutnych bohaterów sięgających po alkohol w chwilach kryzysu i być może będąc w tej komfortowej, intymnej sytuacji, sam na sam z postacią, łatwo nam ocenić jej zachowanie. Okazuje się, że Lalka, dzieło pozytywistyczne, bogini realizmu, to tekst bardzo młodopolski. Pasuje idealnie do atmosfery swoich czasów. Epoki, która bywa przygnębiająca i nietrzeźwa.

Natalia Hałaszkiewicz