Na przychylność futuryści mogli liczyć tylko wśród swoich rówieśników, młodzieży gimnazjalnej i studenckiej, która, zwabiona prowokacyjnymi hasłami plakatów zapowiadających spotkania, sensacją i brakiem cenzury, po prostu tłumnie na takie wieczory przybywała. Zachęcamy do lektury fragmentu monografii Jacka Olczyka poświęconej futurystycznej jednodniówce Nuż w bżuhu, która po publikacji w listopadzie 1921 roku została skonfiskowana.

Fragment książki Życie literackie w Krakowie Jacka Olczyka:

Jesienią 1921 r. futuryści postanowili wydać jeszcze jedną jednodniówkę w formie dużego, składanego arkusza zatytułowaną, zgodnie z przyjętą wcześniej pisownią, Nuż w bżuhu. Stwierdzano w niej, po licznych wcześniejszych akcjach, że dźgńęte nożem w bżuh ospałe bydlę sztuki polskiej zaczęło ryczeć. pszez otwur żygnęła lawa futuryzmu, postanowiono więc kontynuować futuryzację życia. (…)

Chociaż jednodniówka nie miała już charakteru manifestu i zawierała przede wszystkim poezję Jasieńskiego, Czyżewskiego, Młodożeńca, Sterna i Wata, to echa tej publikacji miały w krakowskiej prasie niezwykle negatywne brzmienie. Uważano, że stanowi policzek wymierzony w naród polski, że jest to jawna kpina z wszystkich świętości. Nie dziwi zatem to, że w Krakowie Nuż w bżuhu został ocenzurowany przez niejakich prokuratora Brazona i zastępcę do spraw prasowych, d-ra Błahuda, w Warszawie zaś skonfiskowany.

Chociaż jednodniówka nie miała już charakteru manifestu i zawierała przede wszystkim poezję Jasieńskiego, Czyżewskiego, Młodożeńca, Sterna i Wata, to echa tej publikacji miały w krakowskiej prasie niezwykle negatywne brzmienie.

Wrogość krytyki i nowo odradzającego się państwa wobec futuryzmu rosła z miesiąca na miesiąc. To właśnie z polecenia ministra spraw wewnętrznych dokonano konfiskaty jednodniówki za jej rzekome zależności od poezji bolszewickiej i wprowadzanie zamętu w głowy nieokrzesanych i niedouczonych osobników. To samo zarzucał Wacław Borowy: Futuryzm tego typu, co w Nożu, jest w Rosji zjawiskiem już przebrzmiałym. Takie wiersze, jakie dziś u nas pisują pp. Wat, Stern, Jasieński itp., w Rosji pisywano w r. 1913; tylko z większym talentem i dodawał: Uderza w tych artykułach jedno: oto wszystkie z wyjątkiem dwóch są one niepodpisane lub pseudonimowe. Ma się wrażenie, że publicyści nie mają wyraźnej ochoty, aby ich nazwiska znalazły się w następnej »jednodniówce« futurystycznej, zaopatrzone szeregiem insynuacji z zakresu życia płciowego lub umysłowego (tym sposobem rozprawiają się futuryści ze swoimi przeciwnikami). Warszawski Skamander w osobie jednego z czołowych autorów, Juliana Tuwima, który mianował się trzy lata wcześniej czołowym futurystą, również nie wyrażał uznania dla krakowskiej jednodniówki: Dla uniknięcia wszelkich nieporozumień, zaznaczamy z góry, że inkryminowane wydawnictwo uważamy za humbug, za imprezę dochodową, za dobry »kawał« wreszcie, że ani przez chwilę nie traktujemy poważnie tego, co się tam pisze – skoro poważnie bierzemy »Nową Sztukę«, redagowaną przez tych samych, poetów, i ich »normalne« wiersze, nie pisane od święta i na sprzedaż. Nie są to wolne a niewinne żarty, nie są [to] objawy procederu sui generis literatów, uprawianego dla zarobku – lecz celowa, planowa a chytra robota rozkładowa, zamaskowana bezmiarem wykoszlawionych idiotycznie słów, zlewających się w rozhukane morze bezsensu i – ohydy. […] Czyż nie jest to wszystko obliczone na przygotowanie gruntu do posiewu bolszewizmu? – grzmiał z kolei dziennikarz Rzeczpospolitej.

Po licznych paszkwilanckich, w tym także antysemickich wystąpieniach publicystów przeciwko futurystom, krakowska cenzura skonfiskowała nakład Noża w bżuhu. Spotkało się to z wieloma protestami, które nie przyniosły jednak większego efektu.

Po licznych paszkwilanckich, w tym także antysemickich wystąpieniach publicystów przeciwko futurystom, krakowska cenzura skonfiskowała nakład Noża w bżuhu. Spotkało się to z wieloma protestami, które nie przyniosły jednak większego efektu. Zamiast polemizować z artystycznymi koncepcjami futurystów, dziennikarze walczyli z futurystami jako bolszewikami, antysemitami czy nihilistami: Chuligaństwo, obliczone na wyzysk kieszeni ludzkiej i nic więcej, może wytępić samo społeczeństwo, odwracając się od brudnych świstków – pisał jeden z nich, a inny dodawał: sprawa, jak wiemy, przybrała już rozmiary psychozy nagminnej, co więcej – psychozę tę świadomie i energicznie szerzą ręce tajemnicze i łożą na to sumy niebywałe, co świadczy o celowości tej akcji. I w stosunku do biednych autorów, i w stosunku do społeczeństwa akcja ta ma niewątpliwie cechy zbrodni moralnej. Te warszawskie głosy dziennikarskie do pewnego stopnia były równoważone, co ciekawe, przez nieliczne krakowskie głosy rozsądku. Jeden z profesorów literatury Uniwersytetu Jagiellońskiego, Marian Szyjkowski pisał bowiem: Dlaczego wobec wykluwającej się nowej formy w literaturze polskiej zajmować mamy koniecznie konserwatywne stanowisko Śniadeckich, określający ongiś romantyzm jako »duby smalone« »w głupstwa wywarzone kuźni« – to trudne jest do pojęcia. Czyżby i w tym kierunku historia »życia korektorka« niczego nas nie nauczyła? Jest to tym dziwniejsze, że dotychczasowe rezultaty najmłodszych w poezji polskiej„ których zwykło określać się futurystami – są zdecydowanie cenne, nawet jeśli się je rozpatruje pod kątem wieczności, a nie z malutkiej perspektywy chwili (…)

Zamiast polemizować z artystycznymi koncepcjami futurystów, dziennikarze walczyli z futurystami jako bolszewikami, antysemitami czy nihilistami.

Futuryści oczywiście bronili się przed napaściami płynącymi z łamów endeckich, rządowych czy socjalistycznych gazet, starając się dotrzeć do czytelników z informacją, że stali się ofiarami ohydnej krucjaty przeciw artystom. Artyści oburzali się, że prasa reakcyjna, od początków budzenia się twórczości literackiej w już niepodległej Polsce, nie cofała się przed użyciem najnikczemniejszych insynuacji, najbardziej prowokatorskich metod, popartych całym arsenałem ignorancji, zacofania i chuliganerii, w celu zagłuszenia nowych usiłowań w sztuce. Na przychylność futuryści mogli liczyć tylko wśród swoich rówieśników, młodzieży gimnazjalnej i studenckiej, która, zwabiona prowokacyjnymi hasłami plakatów zapowiadających spotkania, sensacją i brakiem cenzury, po prostu tłumnie na takie wieczory przybywała.

Fragment książki Życie literackie w Krakowie Jacka Olczyka. Opublikowano dzięki uprzejmości wydawcy.