Styl – jak pisał niegdyś Buffon – to człowiek. W Polsce do dziś wyraźnie brakuje tradycji literackiej, która szczególnie wyróżniałaby prozę skupioną na sobie, dobrą powieść autotematyczną, której jedynym tematem byłaby sama literatura; utwór literacki, żeby się dobrze na naszym rynku przyjąć, musi mieć interesującą tematykę, wartką akcję – i nie więcej niż trzysta stron. Może dlatego dwie książki Gregora von Rezzoriego, wydane u nas już dłuższy czas temu, przeszły prawie zupełnie bez echa?

Rezzori urodził się w 1914 roku na Bukowinie, która była wtedy częścią monarchii austro-węgierskiej. Po pierwszej wojnie znalazła się w granicach Rumunii, po drugiej – Ukrainy. Barwne lata dwudziestolecia międzywojennego Rezzori spędził w rodzinnych Czerniowcach, Bukareszcie, Wiedniu i Berlinie. Rumuński paszport uratował go przed wcieleniem do nazistowskiej armii. Po wojnie Gregor von Rezzori stał się bezpaństwowcem, Europejczykiem bez paszportu, bon vivantem poruszającym się swobodnie między Rzymem i Paryżem – aż do śmierci w Toskanii w 1998 roku. Zagrał, raczej z nudów, w kilku filmach, u boku m.in. Brigitte Bardot i Jeanne Moreau; zaczął też – ku swojemu własnemu zdziwieniu – pisać.

Zazwyczaj wątła i ledwie tylko zarysowana akcja powieści Rezzoriego, pozostających w niełatwych do zdefiniowania rejonach między literacką zgrywą a prozą autobiograficzną, dzieje się w burzliwych latach 20. i 30. XX wieku, ale wszyscy bohaterowie wydają się ukształtowani przez o wiele wcześniejsze historie z czasów C.K. monarchii. W Gronostaju z Czernopola major Tildy, zagubiony w świecie bez żadnego punktu oparcia husarz, skrojony na miarę dwudziestego wieku Don Kichot, próbuje za wszelką cenę przywrócić dawno zapomniany ład i porządek, z uporem trzymając się starych oficerskich kodeksów honorowych. W obronie czci swojej szwagierki wyzywa na pojedynek jednego z podrzędnych czernopolskich pisarzy. Przywoływany do porządku przez swojego przełożonego stuka obcasami, odwraca się na pięcie, wybiega i również do niego wysyła swoich sekundantów. Cała sprawa zatacza coraz szersze kręgi; trzeba wreszcie generała, aby wytłumaczyć całe nieporozumienie: jak Pan chce bronić honoru Pańskiej szwagierki – próbuje on spokojnie przemówić Tildy’emu do rozsądku – skoro sam Pan wie najlepiej, że jest zwykłą dziwką? („Godzinę później generał Petrescu otrzymał jego wezwanie na pojedynek. Tegoż dnia po południu major Tildy został aresztowany i umieszczony w Miejskim Zakładzie dla Obłąkanych celem zbadania stanu jego umysłu”).

Podszyta melancholią groteska, w jakiej utrzymany jest Gronostaj z Czernopola, uwydatnia się przede wszystkim na poziomie zabaw z konwencją literacką. Cała powieść jest opowiadana w pierwszej osobie liczby mnogiej: pisany z dalekiej perspektywy pamiętnik lat dojrzewania bliżej niesprecyzowanego rodzeństwa zderza się z licznymi naukami, jakie pojętne dzieci odbierają od Herr Tarangoliana, zblazowanego światowca, dandysa i estety, czy madame Aritonowicz, wychowawczyni ośrodka dla dzieci z dobrych domów („dobra szkoła powinna wpoić dzieciom przede wszystkim odrobinę cynizmu”). Większą część obszernej powieści zajmują mistrzowsko rozpisane dygresje na prawie wszystkie tematy, od estetyki wielkiej wojny do – ptaków miejskich. Ta ostatnia da najlepsze pojęcie o stylu Rezzoriego:

„Pośród miejskich ptaków gołębie grają rolę najdostojniejszych patrycjuszy, ściśle związanych z barokiem, który otworzył dla nich i obłaskawił poryty wąskimi otworami ciasny świat ścian szczytowych, tworząc swojską kamienną krainę, pełną przytulnych nisz, świetnie się nadających do zakładania gniazd i bezpiecznych kryjówek, ale obfitującą również w płaskie rampy i sceny, gdzie mogą się one gromadzić, darząc nawzajem pieszczotami, lub dumnie przechadzać (…) Jedynie gołębie mają przyzwoite mieszczańskie obyczaje i z wdziękiem i rozwagą poruszają się w bezpiecznie zorganizowanym świecie: grzecznie ustępują z drogi przechodniom na miejskim placu, gdzie lądują całym stadem, krążą dokoła, kiwając łebkami i gruchając wśród głębokich ukłonów, a potem klaszcząc ciężkawo skrzydłami wznoszą się ku samotnym figurom świętych na gzymsach i łagodnie ożywiają zastygłych w zamaszystym geście”.

Jednym z wielu jakby od niechcenia, nonszalancko zarysowanych w Gronostaju… punktów zwrotnych jest mający miejsce na ulicach Czernopola pogrom, który rozbijał marzenie o zgodnej wielokulturowej społeczności, pamiątce z czasów monarchii („Nigdzie nie spotkacie fanatyków równie tolerancyjnych i liberałów równie zaciekłych, jak u nas w Czernopolu” – mawiał wcześniej beztrosko Herr Tarangolian). Antysemityzm, choć w Gronostaju… rzadko się wybija na pierwszy plan, przeszywa praktycznie każdy wątek powieści, a wprost do głosu dochodzi w dużo późniejszej książce Rezzoriego: Pamiętniku antysemity (po polsku, z przyczyn ciężkich do odgadnięcia, wydanej jako Pamiątki antysemity).

W czterech z pięciu powiązanych ze sobą opowiadań, które składają się na Pamiątki…, powracamy do młodości autora: Czerniowców, Bukaresztu, Wiednia i Berlina czasów dwudziestolecia. To kolejna modernistyczna historia dorastania i dojrzewania: pierwszych przyjaźni, pierwszego seksu i upragnionego wejścia w przedwojenny high life. Dwie powieści jednocześnie łączy i dzieli rola stosunku do Żydów. O ile w Gronostaju… pochodzące z antysemickiego, arystokratycznego domu rodzeństwo mogło być jeszcze na tyle niewinne, aby w szkole chodzić dla towarzystwa na lekcje religii prowadzone przez rabina, odmawiając posłusznie Szema Israel, o tyle w Pamiątkach antysemity narrator co chwila kontrastować musi wyniesione z domu przekonania o swojej klasowej i rasowej wyższości nad tymi, do których najbardziej go ciągnie (z dewiz ówczesnego arystokraty: „zakochanie się w żydowskiej dziewczynie nie mogło uchodzić za wybaczalną perwersję, jak choćby sodomia”). Maria Janion pisała, że opowiadania Rezzoriego przedstawiają „machinę mentalną, mającą na celu podtrzymanie przekonania o istnieniu nieprzekraczalnej bariery między «nimi» a «nami» (…) Oczywiście, używane być muszą również argumenty rasowe – «aryjskość» przeciw «semityzmowi». Ale najsilniej odczuwany jest przez narratora konflikt estetyczny. Pada nawet określenie: «estetyka klasowa, której wpływu aż nazbyt często zwykło się nie dostrzegać». W starciu «estetyk klasowych» Żydzi przez swój «orientalizm» mają bastardyzować czysty gust europejski” (Bohater, spisek, śmierć. Wykłady żydowskie).

Zgodnie z tym, co pisze Janion, a nieco na przekór niektórym polskim recenzentom, warto czytać powieści Rezzoriego nie tylko jako błyskotliwą analizę wielokulturowych społeczności międzywojennej Europy Środkowej, ale również przez kategorie estetyczne. Ironiczny styl autora Pamiętników antysemity sięga o wiele głębiej niż najlepsze publikacje socjologiczne i historyczne.

Ignacy Kędzierski

Gregor von Rezzori, Gronostaj z Czernopola, tłumaczyła Emilia Bielicka, Czytelnik, Warszawa 2003. 

Gregor von Rezzori, Pamiątki antysemity, tłumaczył Krzysztof Jachimczak, Pogranicze, Sejny 2006.