Morfina na złagodzenie bólu, kamfora na pobudzenie akcji serca i poprawę wentylacji płuc, alkohol na podwyższenie słabnącego tętna. Kierownik delikatesów „Hawełka” nie chce zapłaty za wina węgierskie i koniaki posyłane do Domu Zdrowia. Do tego poncz, kawa. Butle tlenowe, bo nasilają się duszności – tak Monika Śliwińska, autorka biografii Wyspiański. Dopóki starczy życia, opisuje ostatnie chwile życia dramatopisarza, które spędził w jednym z prywatnych Domów Zdrowia w Krakowie. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Iskry publikujemy fragmenty książki z rozdziału Wieczór.

Dom Zdrowia doktora Gwiazdomorskiego na rogu Łobzowskiej i Siemiradzkiego od roku należy do lekarzy Maksymiliana Rutkowskiego i Brunona Wojciechowskiego. Jest nowoczesną i komfortowo wyposażoną lecznicą prywatną. Pobyt Wyspiańskiego dokumentują dwie zaliczki na łączną kwotę 500 koron.

Opiekują się nim chirurg Maksymilian Rutkowski, laryngolog Franciszek Nowotny i internista Stanisław Pareński. W tych dniach Wyspiański przegląda książki przyniesione przez Adama Chmiela z Biblioteki Jagiellońskiej. Układa plan nowego dramatu.

W zakładzie dra Rutkowskiego Wyspiański uczuł się stosunkowo dobrze. Rozpoczęło się specyalne leczenie, przez czas jakiś nic nie pozwalało przeczuwać bliskości katastrofy, tem bardziej że prof. Pareński, nieobecny w owych dniach w Krakowie, nie mógł zbadać stanu wewnętrznych narządów chorego. Dopiero w jakie pięć czy sześć dni po przybyciu do Krakowa uległ Wyspiański gwałtownym przypadłościom żołądkowym i kiszkowym. Wezwany prof. Pareński stwierdził ogromne pogorszenie sprawy nerkowej, chociaż i wtedy jeszcze nie znalazł bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy. Skoro bowiem człowiek, tracący ciągle 4 proc. białka, żyje jeszcze w ogóle, to okresu tego życia nie można ograniczać ani do dni, ani nawet do tygodni.

Tu nastąpiła ta komplikacya, z którą zawsze we wszystkich ciężkich chorobach nerkowych ma medycyna najwięcej trudności. Słabnący organizm i serce potrzeba podtrzymywać i podniecać, gdy tymczasem wszystkie bez mała środki podniecające niesłychanie szkodliwie działają na nieszczęśliwe nerki. Tu dla podtrzymania akcyi serca potrzeba by dawać wino mocne, szampana itp., gdy tymczasem te same środki działają na nerki jak rozżarzone węgle na odarte ze skóry ciało. Ponieważ jednak osłabienie zaczęło wzrastać, zdecydowano się na podawanie choremu mocnych szklaneczek ponczu. Ten napój i odpowiednie wstrzykiwania środków znieczulających i opium na wewnątrz sprawiały, że znowu osiągnięto pewną równowagę, o ile o niej mogła być jeszcze mowa. Lekarze i otoczenie, przyzwyczajeni już do cudów, których dokazywał organizm Wyspiańskiego, przewidywali wprawdzie katastrofę, ale nikt nie chciał przypuścić, że jest ona już tak bardzo bliska.

[Konstanty Srokowski, „Tygodnik Ilustrowany” 1907, nr 49]

Gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia następuje po tygodniu. Wykaz należności w Domu Zdrowia, wystawiony na nazwisko Wyspiańskiego, odnotowuje dziesięciodniowy pobyt osoby towarzyszącej mu w klinice od poniedziałku 18 listopada. Komunikaty prasowe informują o objawach uszkodzenia kolejnych narządów wewnętrznych, nasilających się bólach stawowo-kostnych przy dramatycznie malejących sposobach pomocy, sprowadzających się do leczenia objawowego.

Na noc ze środy na czwartek (z 27 na 28 z.m.) został przy Wyspiańskim gorący jego wielbiciel i przyjaciel, znany historyk i archeolog, dr Adam Chmiel. Przez całą noc w stanie Wyspiańskiego nie zaszła żadna niepokojąca zmiana. Dopiero o godzinie piątej rano chory omdlał, tak że drowi Chmielowi z trudem tylko udało się go ocucić. Chory cierpiał straszliwie. Przerażony gwałtownem pogorszeniem, dr Chmiel zaalarmował p. Feldmana, tak że o godzinie ósmej rano całe zwykłe w tym czasie otoczenie Wyspiańskiego znajdowało się już przy jego łożu.

[Konstanty Srokowski, „Tygodnik Ilustrowany” 1907, nr 49]

Ksiądz Jan Pawelski, wezwany przez Janinę Stankiewiczową rankiem 28 listopada do ostatnich sakramentów, nie kryje zaskoczenia. W tych dniach wybierał się do Węgrzec. Przygotował dla Wyspiańskiego książki o kontrreformacji.

Gdy tuż przed godziną dziewiątą dociera do kliniki na Siemiradzkiego, przy łóżku Wyspiańskiego stoją Adam Chmiel, Wilhelm Feldman, Janina Stankiewiczowa i Franciszek Nowotny.

(…)

Adam Chmiel spaceruje po szpitalnym korytarzu. Jego relacje z Wilhelmem Feldmanem są chłodne, rozmawiają niewiele. Tego dnia Wyspiański poprosi, aby podali sobie ręce na zgodę. I tak się stanie. A jednak po latach, już jako dyrektor Archiwum Aktów Dawnych, Adam Chmiel w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” pominie rolę Wilhelma Feldmana w życiu Wyspiańskiego. Tak opowie o tym poranku: „Ostatnią noc spędziłem przy łożu Wyspiańskiego. O 6-tej rano chory zażądał szampana. W lecznicy go nie było, a sklepy były jeszcze zamknięte. Nadszedł właśnie syn Wyspiańskiego [Teodor – M.Ś.]. Posłałem go z kartką w tej sprawie do mieszkającego w pobliżu Wilhelma Feldmana. Niebawem szampana przyniósł sam Feldman, z którym stosunki Wyspiańskiego były od kilku lat zerwane i dopiero w dniu śmierci poety doszło do pojednania”.

(…)

Morfina na złagodzenie bólu, kamfora na pobudzenie akcji serca i poprawę wentylacji płuc, alkohol na podwyższenie słabnącego tętna. Kierownik delikatesów „Hawełka” nie chce zapłaty za wina węgierskie i koniaki posyłane do Domu Zdrowia. Do tego poncz, kawa. Butle tlenowe, bo nasilają się duszności.

(…)

Jego pogrzeb będzie udanym eksperymentem kinematograficznym. Na krótkim materiale filmowym zostanie utrwalony moment wyniesienia trumny z krypty kościoła Pijarów, przejście konduktu pogrzebowego przez Rynek i złożenie ciała w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Kilkuminutowy dokument będzie wyświetlany w cyrku Edison od końca stycznia 1908 roku. Będą publicznie protestować przyjaciele, między innymi Rudolf Starzewski, wydawca „Czasu”, i Włodzimierz Tetmajer.

Jego ciało przystrojone kwiatami będzie leżało przez piątek 29 listopada w separatce Domu Zdrowia. Fotograf Edward Pierzchalski wykona zdjęcia zwłok ułożonych na metalowym łóżku. Fotografie pośmiertne będą sprzedawane w zakładzie przy Karmelickiej 5.

Jego trumna zostanie wystawiona na widok publiczny w kościele Pijarów. Kryptę udekorują malarze związani z Towarzystwem Artystów Polskich „Sztuka” i „Polska Sztuka Stosowana”. Przyjdzie kilka tysięcy mieszkańców. Służby porządkowe będą desperacko walczyć o utrzymanie porządku.

Spocznie w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Jego trumna zostanie złożona w niszy naprzeciw sarkofagu Adama Asnyka. Tego nie mógł przewidzieć.

Dzień kończy się o godzinie 15.43.
Leży z dwiema poduszkami pod głową, wsparty o ramię Wilhelma Feldmana. Przekazuje Adamowi Chmielowi ostatnie wskazówki dotyczące publikacji i inscenizacji Zygmunta Augusta. Obu prosi o nadzór nad spuścizną literacką. Józefa Skąpskiego, który nie odstępuje jego łóżka, prosi o opiekę nad Teosią i dziećmi. Całuje dłoń Stankiewiczowej. Dziękuje wszystkim.

Jest wieczór, w sali świecą się wszystkie lampy. Boi się nocy. „Niech mnie pan trzyma”. Wilhelm Feldman obejmuje go ramieniem.

„Tygodnik Ilustrowany”:

Podano mu filiżankę czarnej kawy. Wypił. Oczy znowu nabrały szklistego blasku i stanęły nieruchome w orbitach. Ręce znowu zaczęły się zmagać z niewidzialnym, a niezmożonym wrogiem.
– Widzę Stasia! – krzyknął nagle. W przedśmiertnej wizyi ojciec ujrzał swoje ukochane najmłodsze dziecko, milutkiego, bardzo ładnego, sześcioletniego Stasia.

Jest godzina siedemnasta 28 listopada 1907 roku. Po raz pierwszy tego dnia oddycha spokojnie.

Konstanty Srokowski: „Myślano, że zasypia. Lecz oczy miał otwarte. Na zbolałą woskową twarz zaczął powracać spokój. Jeszcze kilka razy podniosły się piersi. Usta jeszcze kilka razy chwyciły powietrze. A potem ucichł szum w piersiach. Usta nie domknęły się przy ostatnim westchnieniu. Twarz odzyskała dziwną swą, przedziwną piękność. Pukiel włosów z dawną fantazyą najeżył się na białem, wysokiem czole, ale Stanisław Wyspiański już nie żył”.

Michalina Janoszanka: „W korytarzu Domu Zdrowia umilkły szepty i zaległa cisza. Długo szeptano i niejedno kolano ugięło się do pacierza za jego duszę. I ja z moją siostrą uklękłyśmy przy białych drzwiach i modliłyśmy się”.

Stankiewiczowa zasłania mu twarz błękitną, jedwabną chustą.

Fragment książki Wyspiański. Dopóki starczy życia Moniki Śliwińskiej, Wydawnictwo Iskry, 2017.