W 1953 roku jako sześćdziesięciolatek Jarosław Iwaszkiewicz poznał młodszego o ponad trzydzieści lat mężczyznę – Jerzego Błeszyńskiego. Od 1955 roku aż do przedwczesnej śmierci Błeszyńskiego (1959) mężczyźni byli w skomplikowanej i tragicznej relacji miłosnej i erotycznej. Ich relację opisuje wydana w marcu tego roku książka Wszystko jak chcesz (Wilk & Król Oficyna Wydawnicza).

List Jarosława Iwaszkiewicza do Jerzego Błeszyńskiego z 11 września 1958 roku:

Drugi list miał być o zazdrości. Ale czuję się dzisiaj tak dobrze i lekko, że nie chcę poruszać przykrych tematów, które mnie by denerwowały, a Ciebie drażniły.

Więc odkładam zazdrość na później. A dlaczego się czuję dobrze? Bo zbadałem całą sprawę Gostynina Kruka i  dowiedziałem się rzeczy pocieszających. Po pierwsze, że to jest ten sam Gostynin – a więc niedaleko od Stawiska, można będzie przyjeżdżać samochodem często i widywać Ciebie, co mi jest potrzebne jak rybie powietrze a ptakowi woda (widzisz, jak ja zawsze wszystko robię na odwrót) – dostarczać Ci wałówy i rozmawiać telefonicznie także. Wszystkiego dowiedziałem się właśnie z książki telefonicznej po prostu, nie przyszło nam do głowy, aby tam zajrzeć. Poza tym dowiedziałem się, już nie z książki telefonicznej, że to jest jedno z najlepszych sanatoriów w Polsce, że jest ładne, to sam widziałem, kiedy to było jeszcze sanatorium psychiatryczne; poza tym ma znakomite warunki klimatyczne, takie jak Otwock – a nie Otwock, którego Ty listy nienawidzisz, a ja także nie lubię. Tak że będziesz w doskonałych warunkach i tak osiągalny, jak gdybyś był w sąsiednim domu. Napełniło to mnie otuchą i radością – i zupełnie inaczej dzisiaj na świat patrzę. Nabrałem apetytu i przed chwilą tak najadłem się na kolację, że ledwie siedzę przy biurku.

Ty masz taki talent, jesteś jak wampir, wysysasz z nas nasze siły życiowe i podporządkowujesz Twoich przyjaciół swoim zadaniom i celom. Gombrowicz to nazywa zdolnością zapupiania.

Druga sprawa, która mnie cieszy – to to, że będę miał swoje własne mieszkanie w Warszawie – i to w znienawidzonej (?) melinie. Bo postanowiłem, skoro będę za nie płacił, wykorzystywać Twoje dwa pokoje. Z początku na pracę i na wypoczynek, a potem na dzikie orgie, które podniosą włosy na głowie starego profesora. To mnie też napełnia dziką radością. Wspominam mój pokój w Sejmie i przypominam sobie, jak mi tam było dobrze, wygodnie i przyjemnie. Czy wrócą tamte czasy? Historia się nie powtarza, ale może dla mnie zrobi wyjątek. Zabawiam się wciąż przepatrywaniem moich kalendarzyków, ale tak mało mam tam zapisków, które mnie w tej chwili prawdziwie interesują. W kalendarzu za rok 53 jest Twój adres w Zakopanem, w 54 w Bystrej – a potem już żadnych adresów: umiałem je na pamięć. Bardzo przyjemny taki wieczór pociechy i  odprężenia. Tyle co wpadł Szymek, siedzieliśmy przy kolacji, powiedział więc, że wszystko w porządku i pobiegł do domu. Wszystko w porządku, to znaczy że odwiózł Halinę, że samochód poprawiony i że nie miał żadnego wypadku. Przyznam się, że z wielką przyjemnością zobaczyłem Szymka i usłyszałem jego słowa. Trochę mnie denerwowała ta jego dzisiejsza jazda. On trochę za mało uważa w mieście i ta jazda z Tobą była denerwująca, czego mu potem nie powiedziałem. Coraz bardziej lubię Szymka, jest tak oddany Tobie, że to prawie cząstka Ciebie, i tym mi jest milszy. Zastanawiam się nad tym, co mi powiedziałeś przy ostatniej kawie w Grandzie, że ja tak wżyłem się w Twoje życie. Ty masz taki talent, jesteś jak wampir, wysysasz z nas nasze siły życiowe i podporządkowujesz Twoich przyjaciół swoim zadaniom i celom. Gombrowicz to nazywa zdolnością zapupiania. Szymek jest całkowicie zapupiony przez Ciebie, a ja prawie całkowicie. To jest jedna z najosobliwszych cech Twojego osobliwego charakteru.

Ale te wszystkie Twoje pijaństwa i brutalności, wszystkie Twoje październiki, grudnie i stycznie – to wszystko tylko zagłuszanie tych delikatnych i  smutnych głosów wewnętrznych, które są w gruncie rzeczy Twoją istotą.

Tylko nie myśl, że aż tak osobliwego. Jesteś zwyczajnym, przystojnym chłopcem zepsutym przez setki kobiet i przez dwóch mężczyzn. Ale nie lubię, kiedy się puszysz, jeżysz i robisz demona, kiedy się stawiasz i zgrywasz, i robisz tego twardego i mrocznego człowieka, a w gruncie rzeczy jesteś słaby i miękki, czuły i delikatny. A wrażliwy, niech Cię choroba weźmie. Co prawda tylko raz w życiu spojrzałeś na mnie czule – na Batorym kiedyś mnie spytał, czy Cię przykryłem w nocy. Ale te wszystkie Twoje pijaństwa i brutalności, wszystkie Twoje październiki, grudnie i stycznie – to wszystko tylko zagłuszanie tych delikatnych i  smutnych głosów wewnętrznych, które są w gruncie rzeczy Twoją istotą. Na razie dosyć tego pogodnego listu, bo przechodzi w wieczór. Jutro przeczytasz więcej: o zazdrości, o kłamstwie, o ciele, o miłości i o różnych takich rzeczach. Tymczasem kończę.

Twój Benedykt

Fragment książki Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza. Opublikowano dzięki uprzejmości wydawcy.